• Wpisów:14
  • Średnio co: 154 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 09:58
  • Licznik odwiedzin:1 409 / 2313 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
-on: dziwka!
-ona: nazywano mnie kiedyś gorzej ...
-on: tak? jak?
-ona: twoją dziewczyną
 

 
http://www.facebook.com/pages/Podaj-sticka-bracie/457321634292013?ref=stream

jeżeli ktoś moze . bardzo prosze niech zalajkuje zależy mi ) dla was to tylko chwila . ;D
 

 
Pewnego razu, po kolejnej sytuacji, w której ukochany zawiódł, dziewczyna zaczęła się zastanawiać nad więzią, która ich łączy i wprost zapytała swojego adoratora:
- Czym jest dla ciebie miłość?

- Miłość - odpowiedział pełen entuzjazmu chłopak - to jest TO, co nas łączy...!

- To znaczy ?

- To znaczy, jest to więź - najsilniejsza i najdoskonalsza, która może łączyć dwoje ludzi, która wiąże ze sobą przyjaźń, dobro, zaufanie, szacunek... Bo kochać, to znaczy, pragnąć dobra drugiej osoby bardziej niż swojego... to znać jej potrzeby i oczekiwania i starać się spełniać je w miarę możliwości, pragnąć ją uszczęśliwiać, troszczyć się o nią i być gotowym oddać za nią życie !

- A, ty? Kochasz mnie ?

- Oczywiście, że cię kocham !

- I nie chciałbyś, żebym cierpiała ?

- Zrobiłbym wszystko, żebyś nie cierpiała! Gdybym mógł - życie oddałbym za ciebie ! Tak cię kocham ! I nigdy nie pozwoliłby, żeby ktoś cię krzywdził !

Dziewczyna chwilę się zastanowiła, po czym odpowiedziała:

- To dlaczego TY wciąż mnie ranisz ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
takie proste ale ważne , pamiętajcie o przyjaźni bo pełni ona bardzo ważną role w życiu człowieka ; *

Mała wieś; drogą przejeżdża rowerzysta. To młody chłopak, który mieszka tu w okolicy, od dłuższego czasu trenuje kolarstwo. Jest bardzo lubiany, ma wiele kolegów i koleżanek. Wszyscy oni wierzą w to, że Michał zostanie kiedyś sławnym kolarzem.

Czas szybko mijał. Minęły trzy lata, w czasie których chłopak ciężko i wytrwale trenował. Zaczął wreszcie osiągać sukcesy. Wygrał kilka wyścigów, które dały mu pewność siebie. Coraz więcej czasu poświęcał na treningi, jednocześnie coraz rzadziej spotykał się ze swoimi starymi znajomymi. Poznawał wciąż nowych, wpływowych ludzi i zapominał o tych, którzy w niego wierzyli, gdy rozpoczynał karierę. Z czasem zaczął na nich patrzeć z góry, stał się zadufany w sobie. Nie dzwonił do nich, nie odwiedzał. Minęły jeszcze dwa lata i Michał zapomniał o swoich korzeniach. Miał piękną willę, sportowy samochód. Niestety, im bardziej był sławny i bogaty, tym bardziej czuł się samotny. Zapomniał o jednej, ważnej rzeczy, że pychajest największym złem tego świata.
 

 
On był mężczyzną potężnym, o donośnym głosie i szorstkim sposobie bycie. Zaś ona - kobieta łagodną i delikatną. Pobrali się. On dbał, by niczego jej nie brakowało, a ona zajmowała się domem i dziećmi. Później dzieci dorosły, pozakładały własne rodziny i odeszły. Historia, jakich wiele.
Lecz kiedy wszystkie dzieci były już urządzone, kobieta straciła swój zwykły uśmiech, stawała się coraz bardziej wątła i blada. Nie mogła już jeść i w krótkim czasie przestała podnosić się z łóżka.

Zmartwiony mąż umieścił ją w szpitalu.

Lecz chociaż u jej wezgłowia zbierali się najlepsi lekarze i specjaliści, żadnemu z nich nie udało się określić, na co zachorowała kobieta. Potrząsali tylko głowami.

Ostatni lekarz poprosił na stronę męża i rzekł:

- Ośmieliłbym się powiedzieć, że po prostu... pańska żona nie chce już dłużej żyć...

Mężczyzna w milczeniu usiadł przy łóżku żony i ujął ją za rękę. Była to mała, drobna rączka, która zupełnie ginęła w potężnej dłoni mężczyzny. Potem rzekł zdecydowanie swym donośnym głosem:

- Ty nie umrzesz!

- Dlaczego? - zapytała kobieta lekko wzdychając.

- Ponieważ ja cię potrzebuję!

- To dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałeś?

Od tej chwili stan zdrowia kobiety zaczął się szybko poprawiać. Dzisiaj czuję się doskonale. A lekarze i znani specjaliści nadal zadają sobie pytanie, jaka choroba ją dotknęła i cóż za wspaniałe lekarstwo uzdrowiło ją w tak krótkim czasie.


`--Nigdy nie czekaj do jutra, by powiedzieć komuś, że go kochasz. Uczyń to dzisiaj. Nie myśl: "Moja mama, moje dzieci, moja żona lub mąż doskonale o tym wiedzą". Miłość to życie. Istnieje kraina umarłych i kraina żywych. Tym, co je różni, jest miłość.


Bruno Ferrero
 

 
Otworzyłam oczy. Słońce przebijało się przez zasłony prosto na moją twarz. Przeciągnęłam się, po czym spojrzałam na zegarek. Była 7:48. Oznaczało to, że na pewno spóźnię się na zajęcia. Zerwałam się z łóżka, pobiegłam do łazienki, myjąc zęby przebierałam stertę ciuchów. Szybko się przygotowałam i wybiegłam z domu. Nawet nie zdąrzyłam się spakować. Wzięłam torbę na ramię, a resztę książek wsadziłam pod pachę. Wybiegłam z domu i skierowałam się na przystanek na autobusowy, modliłam się żeby przyjechał autobus. Tym razem miałam szczęście. Podjechałam dwa przystanki, tak blisko, że wysiadłam pod samym uniwersytetem. Biegłam w stronę drzwi. W tym momencie wpadła na mnie jakaś nieznajoma, która właśnie wybiegała z budynku. Upuściłam wszystkie książki.
- Bardzo cię przepraszam, nie zauważyłam Cię. - powiedziała skrepowana nieznajoma, zbierając moje książki.
- Nie szkodzi, zaraz to pozbieram. - stwierdziłam i książki znowu miałam w rękach. Nieznajoma popatrzyła na mnie tylko i wybiegła. Zastanawiałam się, czy gdzieś już ją spotkałam. Wyglądała na zdenerwowaną albo po prostu przestraszoną. Popatrzyłam na zegarek. Była już 9:10. Wiedziałam, że sie spóźnię. Wpadłam do sali, po czym wszystkie oczy skierowały się w moją stronę. Starałam się nie zwracać na to uwagi i po cichu usiadłam w ławce. Na tych zajęciach nie mogłam się skupić. Przez cały dzień myślałam o tej dziewczynie. Była taka...tajemnicza. Wychodząc z uniwersytetu opowiedziałam o niej mojej przyjaciółce Magdzie.
- Mogłabym przysiądz, że gdzieś już ją widziałam.
- Uspokój się, to jakaś zwykła laska, a Ty sobie nią zawracasz głowę. - Magda ze mnie kpiła.
Wtedy zobaczyłam tą dziewczynę siedzącą samą na ławce. Była jakaś smutna. Ale jej twarz nie zdradzała do końca jej uczuć. Była po prostu kamienna. Postanowiłam, że do niej podejde.
- Zobaczymy się po południu, u mnie. - Powiedziałam do Magdy i odeszłam.
- Ale zaraz, dokąd idziesz !? - Magda nie wiedziała co się dzieje, a ja nie zamierzałam jej tego tłumaczyć. Mimo, że była moją najlepszą przyjaciółką pewne sprawy wolałam zataić. Bo wiedzieałam, że albo mnie wyśmieje, albo będzie mi dogryzać przez cały dzień. Zastanawiałam się dlaczego to robię, dlaczego ide do tej dziewczyny i...po co?
- Hej, widziałam Cię rano. Stało się coś? - jakoś zaczęłam. Dziewczyna popatrzyła na mnie wrogo, co bardzo mnie zdziwiło i zbiło z tropu.
- A co miałoby sie stać ? - popatrzyła na mnie z ironią. Dopiero teraz zobaczyłam jaka była piękna. Miała długie ciemnobrązowe włosy i grzywkę. Była dosyć szczupła i wysoka. Musiała być bogata. Miała na sobie bardzo drogie markowe ciuchy. Jej głęboko zielone oczy patrzyły na mnie zimno.
- Nie wiem, wyglądasz na smutną...Mogę Ci jakoś pomóc?
- Poradzę sobię. - usmiechnęła się do mnie i odeszła. Pobiegłam za nią oczywiście. Nie mogłam odpuścić. Była taka tajemnicza.
- Czekaj, jestem Aga, a Ty jak masz na imię? - chciałam być miła.
- Ola. - odpowiedziała i po prostu odwróciła głowę.
- Odprowadzę Cię, daleko mieszkasz ?
- Nie aż tak, to kawałek drogi.
Faktycznie odprowadziłam ją pod sam dom. Po drodze bardzo miło nam się rozmawiało. Widać było, że jest bardzo inteligentna i ma dużo do powiedzenia. Ale ciągle była jakaś zamyślona i smutna...Zatrzymałyśmy się pod wielkim domem.
- Tutaj mieszkam. - powiedziała z uśmiechem i popatrzyła na dom. - Może wejdziesz na herbatę, albo coś?
- Czemu nie, ale nie chciałabym sie narzucać.
- Nie ma sprawy, chodź. - wreszcie jakoś się rozluźniła.
W domu było bajecznie. Jej pokój był zielony. Ciemne meble dodawały mu klimatyczności. Byłam mile zaskoczona, bo spodziewałam się innego widoku. Wszędzie było czyściutko. Ola przyniosła dwie szklanki herbaty, zamknęła drzwi i zaczęłyśmy rozmawiać. Gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Popatrzyłam na zegarek, była już 17:30. Musiałam pędzić do domu.
- Musze lecieć, fajnie że cie poznałam. Do zobaczenia jutro.
- paaa. - poaptrzyła znów tym smutnym wzrokiem
BYła naprwdę bardzo sympatyczna. Wróciłam do domu i rzuciałam się na łóżko. Byłam wykończona.
Na drugi dzień znowu się zobaczyłyśmy. Wyglądała jeszcze śliczniej niż wczoraj. Teraz wiem, dlaczego ciągle była sama. Wszyscy jej zazdrościli. Mijały tygodnie, zaprzyjaźniłyśmy sie. Zazdrościłam jej wszystkiego. Przez te parę tygodni zdobyła więcej przyjaciół niż ja przez miesiące. Ale ciągle na coś narzekała. Nie mogłam już tego znieść. Miała wszystko, a ciągle była smutna. Pewnego dnia wybrałyśmy się do restauracji na kawę. Postanowiłam, że wreszcie szczerze z nią poprozmawiam. Ale to tak naprawdę szczerze. Czekałam na nią przy stoliku, weszła roześmiana. Wszytkie oczy mężczyzn były skierowane właśnie na nią. Nie miałam wątpliwości, była ode mnie sto razy ładniejsza, bogatsza i miała sto razy więcej przyjaciół. Ale oprócz tego różniłyśmy sie tym, że ja mimo tego, że miałam niewiele potrafiłam kochać świat, a ona go nienawidziła.
- Cześć. - położywa torbę koło stolika i usiadła.
- Hej, chciałam pogadać.
- Tak, domyślam się, ale stało się coś?
- Szczerze mówiąc, chodzi o Ciebie. - troche mi było głupio.
- No proszę, mów. - zielone oczy patrzyły na mnie z zaciekawieniem.
- No bo..., widzisz...Wydaje mi się, że jesteś jakaś smutna. Posłuchaj, nie wiem czym się tak ciągle zamartwiasz. Masz wszytko. Dom, pieniądze, przyjaciół. Nie wiem czemu jeszcze coś chciałabyś od świata. Ja nie mam nic i cieszę się, bo zawsze mogło być gorzej Mieszkam w jakimś mieszkanku, sama, z nikim nie gadam no chyba że w szkole. Albo z Adamem (Adam to mój chłopak, o któtym jak narazie nie wspomniałam).
Uśmiech zniknął jej z twarzy. Była teraz smutna.
- I co z tego? Chodzi o to, że ty masz Adama...To tak jakbyś miała wszsystko. Kochacie się, wiesz, że on bedzie przy tobie...zawsze. A ja...mogłabym oddać to wszystko, te wszystkie pieniądze i ciuchy, żeby tez mieć kogoś takiego. Tego jedynego.
Wreszcie zrozumiałam o co jej chodzi.
- Chciałabym żeby ktoś naprawdę mnie pokochał. Nie hcę być sama do końca życia. - kontynuowała.
- Przestan dziewczyno. Jesteś cudowna, znajdziesz kogoś w swoim czasie. Ja tez tak myślałam zanim poznałam Adama. - pocieszałam ja.
- Nie wiem, czy czekanie ma sens. Czekam od 15 roku życia. Mam 20 lat i nikogo nie poznałam. To nie ma sensu. Wróżby andrzejkowe jednak sie spełniaja. Jak mam być starą panna to po prostu będę.
- Przestań, nie rozpaczaj. Jesteś tak piękna, wszyscy Ci zazdroszczą. Powinnaś być dumna i cieszyć się życiem. Ola... - zabrakło mi słów. - Chodź, idziemy do kina.
- Jak chcesz, a co grają ?
- Nie wiem, coś znajdziemy. - uśmiechnęłam się i pociągnęłam ją za rekę. W tym czasie zadzwonił do mnie Adama. Myślał, że jesteśmy jeszcze w restauracji.
- Posłuchaj Aguś, mam ważną sprawe. Mógłbym przyjechac na chwilke do tej restauracji ?
- Ale ja jestem teraz w kinie z Olą. - nie wiedziałam co robic/
- Okej, czekajcie przed wejściem. Kuba mnie szybko podwiezie.
- Jak chcesz. - rozłączyłam się. Wszytko powiedziałam Oli i zrobiłyśmy tak jak Adam prosił. Nagle pod kino podjechał stary czarny mercedes. Wyskoczył z niego Adam, przywitał się i odciągnął mnie na bok.
- Musze Ci cos pokazać. Chodx ze mna. To niedaleko.
Potem odwrócił się do Oli i poprosił żeby poczekała. Nie wiedziałam co jest grane. Widziałam, że Oli też nie za bardzo sie to podoba. Stała naburmuszona i wpatrywała sie w ziemię. Adam zabrał mnie do jakiegoś sklepu i pokazywał najnowsze kolekcje płyt naszych ulubionych zespołów. Ale nie to mnie zaiteresowało. Przez szybe sklepu z ledwością dostrzegłam Olę i...Olka. Obserwowałam ich.
Doszłam do wniosku, ze Olek jest cudowny. Był wysoki, przystojny, nosił szklane okulary i firmowe podkoszulki. Cośtam sobie gadali. Żałowałam, że nie moge ich słyszec. Gdy wróciliśmy z Adamem pod kino, przerwali rozmowę.
-To wchodzimy ? - zapytałam Olę.
- Tak oczywiście. - cała promieniała.
- To do zobaczenia jutro wieczorem - Olek popatrzył na nią i zapodał jeden z serii jego zawadiackich uśmiechów.
Próbowałam coś wyciagnąć z Oli, co jest grane itd. Ale ona nic nie chciała mówić. Twierdziła, że jeszcze za wsześnie na jakieś jazdy zakochanych. Obiecała, że wszystko opwie mi po spotkaniu. Czekałam na to jak na zbawienie.
Wybrałyśmy się akurat na film o zakochanych, którzy poznali się przypadkiem. Po filmie rozstałyśmy się i poszłyśmy po prostu do własnych domów.
Po paru tygodniach Ola zmieniała się nie do poznania. Była taka szczęśliwa, promieniała. Dowiedziałam się, że z Olkiem się udało. Przypuszczałam, że tak będzie. Olek jest inni niż wszyscy faceci. Cieszyłam się, że Ola jest szczęśliwa. A przy okzji ja tez byłam. W końcu przyszły wakacje. Wybraliśmy się razem nad morze, potem na wieś. To najcudowniejsze lata mojego życia i najpiękniejsza przyjaźń. Najpiękniejsza i najtrudniejsza. Nauczyłam się, że powinnam kochać to co mam i doceniać to. To wszystko dzięki Oli, ona na pewno też to zrozumiała...
 

 
Zacisnęła mokre od potu palce na poduszce. Przymknęła oczy, nie dopuszczając do siebie natrętnych myśli. Wiedziała, że musi się podnieść i stawić czoła bolesnej prawdzie o sobie samej. Jednak mimo wysiłków jej umysł leniwie podsuwał jej obrazy, których nie chciała już nigdy więcej oglądać. Twarz. Widziała ją coraz wyraźniej. Oczy w kolorze soczystej zieleni, śledzące każdy jej ruch, gdy zawstydzona takim niewerbalnym wyznaniem miłości okręcała wokół palca źdźbło trawy. Mówił wtedy, że kocha jej zarumienione policzki i subtelny zapach gęstych włosów. Przed jej oczami zmaterializował się idealny nos, wąskie usta, które tak wiele razy zbliżały się do jej miękkich warg, by złożyć na nich niewinny pocałunek. Widziała jego lśniące w słońcu włosy, prawie że czuła je na swoich dłoniach. W końcu usłyszała głos, pełen wdzięku i skrytej namiętności, który cicho powtarzał jej imię. Poczuła gorące łzy spływające po policzkach. Zaczerpnęła gwałtownie powietrze, nie chcąc dopuścić do głosu swojego zranionego serca. Odrzuciła poduszkę gdzieś w przestrzeń, strącając z półki wazon, który z głośnym trzaskiem rozpadł się na tysiące kawałków, uderzając o drewnianą podłogę. Chciała, by każdy odłamek lodowatego szkła wbił się w jej skórę, powodując nieznośny ból, który choć w jednej tysięcznej pozwoliłby jej zapłacić za błędy. Najbardziej raniła ją bezradność. Tak rozpaczliwie pragnęła cofnąć czas. Bo zniszczyła coś, co mogła porównać do stłuczonego wazonu. Delikatnego, niewinnego, pięknego. Jednym ruchem zburzyła swój świat, który runął niczym domek z kart. Czuła się, jakby jej ciało było wielką krwawiącą raną. Wiedziała, co teraz będzie. Doskonale zdawała sobie sprawę, że to, co zrobiła nigdy nie zostanie jej wybaczone. Że będzie żebrać o odrobinę miłości.
Sceny przewijały się przed jej oczami po kolei, jak doskonale wyreżyserowany film. Zobaczyła, jak wraca do pustego domu. Jak ubrana w krótką sukienkę siada na krześle, by odpocząć od upału. Usłyszała dzwonek do drzwi. Wstała i zastanawiając się, kto mógłby przyjść z niezapowiedzianą wizytą, otworzyła je i zobaczyła kolegę swojego brata. Wysportowany, z idealnie wyrzeźbioną sylwetką, czarnymi włosami postawionymi na żelu. Nie usłyszała co mówi, wpatrzona w niego cofnęła się nieco, by wpuścić go do środka. Następne kilka minut zmieniło jej życie w koszmar. Podszedł do niej i objął ją w talii, szepcząc coś do ucha. W domu panowała idealna cisza. Pod wpływem jego dotyku, jej ciało zapłonęło ogniem. Wpiła się w jego wargi, chłonąc każdy milimetr jego pełnych ust. Przywarła do niego, nie kontrolując już swojego ciała. Chciała mieć go tylko dla siebie. Nagle poczuła, że on odrywa się od niej i otworzyła szeroko oczy. Chłopak leżał na podłodze, z jego nosa i warg płynęła krew. Uniosła wzrok wyżej, wiedząc już, co zobaczy. Patrzył na nią tymi pięknymi, zielonymi oczami, teraz pełnymi wściekłości i rozpaczy. Po raz pierwszy ujrzała w nich łzy. Ogień w jej ciele natychmiast wygasł, teraz chciała udowodnić, że nie zależy jej na wijącym się z bólu po podłodze chłopakiem. Chciała pokazać, jak bardzo kocha tego mężczyznę, stojącego na progu jej mieszkania i dygoczącego z odrazy. Widziała w jego oczach zimną furię, mimo to nie przestraszyła się i ruszyła prosto do niego, tłumacząc coś, nie rozumiejąc własnych słów. Chciała przytulić się do niego, poczuć zapach jego ciała. Brunet na podłodze przestał się liczyć. Jej chłopak, o cudownych zielonych oczach, które tak bardzo kochała, odepchnął ją od siebie. Wypowiedział tylko dwa słowa: Nienawidzę cię.
Zniknął. Miała go już nigdy nie zobaczyć. Nie próbowała nawet dzwonić, i tak by nie odebrał. Do tamtej pory nie zdawała sobie sprawy, jak wielki skarb miała. Ktoś kochał ją miłością wielką i nieśmiertelną, mogła mu zaufać. Ona też kochała. Dopiero gdy straciła, poznała, jak bardzo. Z jej gardła wydobył się szloch. Łzy płynęły ciurkiem po policzkach, nie zdając sobie sprawy, że na nic się to nie zda. Zniszczyła wszystko. Spaliła swój świat, a zarazem rozerwała na strzępy swoją duszę.
Zasnęła.
Gdy obudziła się po kilku godzinach, czuła jedynie odrętwienie. Miała jednak pełną przejrzystość umysłu. Potrafiła myśleć tak chłodno i logicznie, że ją samą to zdziwiło. Mimo to wstała chwiejnie z łóżka, ale po chwili pewnym krokiem ruszyła w kierunku kuchni. Otworzyła jedną z kilkunastu szafek, trafiając bez pudła. Wyjęła duże opakowanie białych pastylek. Później, nadal kierując się jakimś niezbadanym instynktem przeszła do drugiego pokoju i wyciągnęła z barku butelkę wódki. Wróciła do pokoju. Wyjęła jakiś podarty fragment papieru i wieczne pióro. Przeszła do łazienki. Nalała pełną wannę wody. Zdjęła swoją sukienkę i spojrzała w lustro. Dokładnie obejrzała swoje idealne szesnastoletnie ciało. Zanurzyła dłoń w długich, gęstych włosach, spojrzała głęboko w ciemne, prawie czarne oczy, przesłonięte wachlarzem gęstych rzęs. Przejechała dłonią wzdłuż talii. Potem bez żalu odwróciła się tyłem do zwierciadła. Wiecznym piórem nagryzmoliła na papierze kilka słów. Weszła do wanny, zanurzając się po szyję. Wzięła do ust całą garść białych pastylek i popiła taką ilością alkoholu, aż zabrakło jej tchu. Przymknęła oczy, po raz ostatni, bez żalu przywołując obraz jego pięknej twarzy.